Żyjemy w świecie prostytucji prawnej?
Wykluczenie prawne

Żyjemy w świecie prostytucji prawnej?

Nie można zapominać o ważnej twarzy dobrze zorganizowanego prawa. Jest nią cały świat wartości. Wartości wyznaczają prawu kierunek i znak.

Równy dostęp każdego obywatela do dobrodziejstw wynikających z obowiązującego na terenie państwa systemu prawnego wydaje się być oczywistym. Niestety – to tylko teoria. De facto ogromne rzesze społeczeństwa odcięte są od wielu możliwości korzystania z tych dobrodziejstw.

Umyka świadomości tworzących i wykonujących prawo w Polsce, że wykluczenie prawne, to zaprzeczenie ładu demokratycznego.

O odpowiedni poziom prawa, o konieczny poziom świadczenia usług prawnych, a sięgając głębiej o humanistyczną treść prawa od lat walczy prof. zw. dr hab. Andrzej Bałandynowicz – specjalista w dziedzinie kryminologii, autor oryginalnych koncepcji naukowych, które wyraźnie korygują powszechne dziś w naszym kraju postrzeganie funkcji i istoty prawa.

Zarzuca pan polskim prawnikom karygodny brak wiedzy?

Najczęściej nie mam o czym rozmawiać z prawnikami. Ich poziom pozwala mi jedynie na dyskusję o przecinkach i interpunkcji, wykładni językowej, systemowej, celowościowej, historycznej, ale to jest poziom małpy.

!?!?!?

Rozmawiam natomiast z etykami, filozofami i socjologami. Spotykam się na interdyscyplinarnych konferencjach, bo ja widzę konieczność prawa jako reguł porządkujących życie człowieka. Jestem święcie przekonany, że reguły te powinny funkcjonować na poziomie warstwy społecznej. Powinny przybliżać się do prawdy, żeby nie kastrować człowieka, a dawać mu szansę rozwoju i bycia człowiekiem dla samego siebie. Jeżeli człowiek nie będzie przeżywał swojego człowieczeństwa, to zawsze będzie atakował innego, zawsze będzie agresywny w stosunku do grupy, albo będzie miał przystosowany konformistyczny mechanizm ukrywania agresji. Taki człowiek, gdy dojdzie do władzy, to kradnie, absolutnie wszystko i to pod pozorem zmiany społecznej.

Znajomość naukowej interdyscyplinarnej teorii ma zatem, według pana, bezpośrednie przełożenie na codzienne funkcjonowanie prawa?

Teorie naukowe pokazują nam jedno – niezbędnym składnikiem zdrowej tkanki społecznej jest prospołeczność prawa, empatyczność prawa, komunikatywność prawa. Prawo powinno być instrumentem do rozwiązywania trudnych problemów, instrumentem do wychodzenia z opresji. Taki stan na poziomie teorii właśnie nazywamy solidaryzmem społecznym. Istnieją trzy jego wartości cząstkowe: uczciwość, pomocowość i skuteczność. Pomocowość? Proszę zobaczyć, jak wygląda dzisiaj sytuacja rozwiązywania problemów społecznych, a jak wygląda skuteczność?

Każdy człowiek jest człowiekiem wtedy, kiedy prawo pozwala mu rozwiązać jego problemy. Obecnie pomaga Unia Europejska. Zmiany buduje się zatem poprzez programy europejskie. Zmierzono ich skuteczność na przykładzie trzech przypadków w grupie 200 osób. Unia Europejska dała 5 mln zł. Wszystko przejedzone! Z grupy 200 osób, tylko trzem rozwiązano problem. A wystarczy wiedzieć. Inteligencja obiektywna, czyli biorąca pod uwagę treści społeczne podpowiada, że dzisiaj prawo powinno być budowane na teoriach systemów. Jeżeli jest 200 podopiecznych wymagających zmiany, to nie powinno być jedynie trzech beneficjentów, bo cofamy się wówczas do okresu Elizy Orzeszkowej i Marii Konopnickiej. Prawo nie polega na mówieniu kochajmy się, na wykrzykiwaniu sloganów. Prawo musi wskazać konkretną drogę rozwiązania problemu.

A nie wskazuje?

Proszę zobaczyć problem bezrobotnych. Znam bezrobotnych, którzy na licznych kursach organizowanych przez liczne firmy uzyskali po 50 certyfikatów Unii Europejskiej. Każdy na bezrobotnych zarobił, wydając lekką ręką unijne pieniądze. A bezrobotny? Nadal siedzi w domu i daje po pysku żonie, bo co on może z czasem zrobić? W końcu i tak trafia do pierdla za to, że maltretuje członków rodziny. Skuteczność na poziomie zerowym. Dlaczego? Bo nie sięgamy do teorii naukowych i nie przenosimy ich w sferę społecznej treści prawa. Albo problem tożsamości kulturowo-cywilizacyjnej…

Co to takiego?

Nic innego, tylko akceptacja i zrozumienie, czyli wskazanie na innych niż ja. Jeżeli prawo pokazuje ten element – inni niż ja, to pokazuje potrzebę dialogu, więzi, akceptacji różnic, odmienności i przede wszystkim obowiązek budowania jedności w różnorodności. A dzisiaj prawo to dziurawy nocnik. Dzisiaj każdy chce każdego skazać i wsadzić do pierdla za to, że powiedział inaczej niż jest napisane, albo inaczej niż ktoś inny, kto ma władzę.
Zapomniano, że dialog to rozmowa z tymi, na rzecz których chcę rozwiązać swój problem. Ja wysłuchuję ich racji. Po wysłuchaniu ich racji muszę dojść do kompromisu, po kompromisie muszę przeprowadzić mediacje, a po mediacjach muszę zaakceptować, zrozumieć. Ostatni człon dialogu, na przykład w nomenklaturze teologicznej chrześcijańskiej, określono jako zróżnicowaną miłość. Każdy chrześcijanin powinien pokochać tego innego, który mówi inaczej, żeby się dobrze poczuć, ponieważ ten mówiący inaczej daje mi pewne dobro. Ale to już w totalnie katolickim ponoć kraju jest absolutną abstrakcją.

Czyżby prawo zaczynało stawać się antyhumanistyczne?

Chcę wierzyć, że nie. Chcę wierzyć w sumienie prawa. Ale istnieje też prawo bez sumienia. Dominuje w nim psychomanipulacja. W prawie bez sumienia mówimy, że człowiek jest podmiotem, a wszystko robimy, aby stał się przedmiotem. Mówimy, że rozwiązujemy problemy społeczne, a w rzeczywistości my tylko je kontrolujemy, zarządzamy i administrujemy nimi. My w tym świecie nie rozwiązujemy problemów społecznych, tylko deklarujemy, że nas one interesują. Stajemy się wyłącznie woźnymi, dozorcami, administratorami. Natomiast przestajemy być osobami, które potrafią wyjaśnić, dlaczego tak jest i wpływać na zmianę.

Tworzymy dziwny świat, który nazywamy starymi wyrazami o pustym dzisiaj znaczeniu?

My najzwyczajniej przestaliśmy mówić prawdę… Proszę wsłuchać się w język kampanii wyborczych. Każdy mówi o pomocy. Tylko, czym dla tych gaduł jest pomoc? Podejrzewam, że ich definicja nie znalazłaby żadnego przełożenia na poziom jakiejkolwiek teorii naukowej, nie mówiąc już o poziomie moralności. Bo, co to jest pomoc? To dawanie czegoś, czego osoba nie ma i nigdy nie będzie miała, a jest to niezbędne do tego, żeby osoba ta była człowiekiem. Świetny tu okaże się przykład osób bezdomnych zimą. Wszystkie przepisy prawa stanowią, że należy organizować noclegownie. Ale! Bezdomny nie może pić alkoholu. Proszę mi znaleźć bezdomnego, który nie pije. No przecież to trzeba na głowę upaść. Ale nie, słyszymy peany na własną cześć: „Dajemy miejsce każdemu bezdomnemu”. Bezdomność to rezygnacja ze wszystkiego, nawet z samoobrony. Pozostaje jedynie nadzieja, że: „… jeszcze wypiję, jeszcze przetrwam”. Tego typu pomoc to typowy przykład tzw. psychomanipulacji, polegający na artykułowaniu jedynie warstwy językowej. Za tymi słowami natomiast nie kryją się – i tu prawnik powinien powiedzieć – żadne zabezpieczenia, czyli elementy prewencyjne, ochronne, zabezpieczające treści społeczne czy etyczne. Prawo może zadeklarować wszystko. Raj na ziemi. Tylko to jest puste prawo, to jest dziurawe prawo, to jest prostytucja prawna, bo nie ma żadnych gwarancji jego przestrzegania. Element psychomanipulacji społecznej jest dzisiaj masowy.

Zatem jest źle?

Jest fatalnie.

Od czego by pan zaczął pracę nad tym, żeby było lepiej?

Od dialogu i spotkania. Należy budować więź społeczną opartą na rozmowie. Taki motywująco-wspierający dialog powinien stać się funkcją m.in. prawa. Przepisy prawa powinny dawać szansę więzi grupowej podobnej do tej, w jakiej pozostają ludzie cyberprzestrzeni. Dlaczego w ogóle zaistniał tak wielki głód na wirtualność? Dlatego, że dzisiaj człowiek jest nikim. A każdy człowiek chciałby mieć wartość, chciałby odnieść jakiś sukces, chciałby zaistnieć, chciałby przeżyć. Proszę zauważyć, jak pochopnie pozbawiamy siebie świata najpiękniejszego. Odchodzimy od realnego świata uczuć, emocji i uciekamy w fikcyjną odmienność cyberprzestrzeni, która daje nam złudę bycia kimś.
Czyli zacząłbym od tego, co jest najbardziej podstawowe i fundamentalne. Zacząłbym od przeprowadzenia procesu socjalizacji, procesu uczenia, procesu wychowania i kierowania wśród warstw dzierżących władzę. Spróbowałbym nauczyć ich zauważać innych. A później budować siebie na zasadzie brania od innych. W efekcie tego procesu nauczania ma szansę powstać warstwa społeczna, dla której prawo nie będzie jedynie regułą językową, semantyczną. Prawo stanie się dla niej elementem przeżyć emocjonalno-uczuciowych i zostanie wzbogacone o warstwę etyczną, która da człowiekowi możliwość wzrastania i integralnego rozwoju.

Czyli jednak widzi pan jakąś szansę na skuteczną walkę z dyktatem cyberprzestrzeni.

Chcę tutaj przywołać teorię układu społecznego prof. Diane Vaughan. Prawo to teoria układu społecznego. Jeżeli mamy kontrolerów prawa należących do tej samej grupy społecznej, z której wywodzą się ci, którzy prawo stanowią i stosują, to łatwa do wyobrażenia staje się sytuacja, że jedni z drugimi spotkają się, wypiją, zjedzą i ustalą, że wszystko jest OK. Dlatego koncepcja Diane Vaughan zakłada, że samo prawo jest najbardziej kryminogennym elementem dzisiejszej kultury, cywilizacji, bo ono – pod pozorem uczciwości, pomocowości i skuteczności – staje się często mechanizmem kryminogenności, socjopatii, wiktymizacji i deprawacji jednostki, deprawacji grupy. To bardzo pięknie widać w wielu obszarach prawa, a już najbardziej w tym, na czym się znam, czyli polityce społecznej i prawie karnym oraz kryminologii. W związku z tym prawo dzisiaj jest dowolne w warstwie językowej, nieokreślenie, niejednoznaczne. Pan dzisiaj pójdzie do 10 adwokatów w tej samej sprawie, każdy adwokat powie panu co innego, dlatego, bo każdy chce kasy. Dowolność prawa jest funkcją kryminogenności. Przecież nie może tak być!
Po drugie, Diane Vaughan podkreśla, że prawo powinno być ostre, wyraziste, jednoznaczne. Ci, którzy kontrolują, powinni być z innej grupy społecznej niż ci, którzy tworzą. Badaczka wskazuje też trzeci niezmiernie ważny element. Jeżeli prawo się zmienia albo na nowo je stanowimy, to powinniśmy sobie zadać pytanie: – Dlaczego ono się zmienia i kto za tym stoi? A co my robimy w polskim parlamencie? Oficjalnie ustawą krajową wprowadzamy tam lobbystów. Czy zadał sobie ktoś pytanie: – Kto za tym stoi, jaka grupa wpływu, nacisku? Czy ktoś uświadomił sobie, że grupa wpływu i nacisku oddziałuje na partię polityczną, a partia polityczna stanowi o prawie. Żadna grupa wpływu, żadna grupa nacisku nie powinna mieć zalegalizowanej możliwości korumpowania ustawodawcy. Lobbiści powinni tworzyć jedynie sieć niezależnych usług, być elementem doradczym, ale w żadnym wypadku posiadać wpływ na treść prawa.

To wizja wręcz katastroficzna. Czy już powinniśmy się bać?

Powtarzam. Trzeba zacząć od porządnej edukacji. Zmiana w nauczaniu musi być rewolucyjna i zasadzać się na zmianie celów, funkcji, metod, technik, narzędzi, a nie tylko na kosmetycznym makijażu. Takie zmiany systemowe pozwolą każdemu zyskać wiedzę, która nie tworzy dziur, nie tworzy tylko subiektywnego i indywidualnego interpretowania rzeczywistości. Wiedza ta ukazuje pewien obszar wspólny, dobro ogółu jako dobro jednostki, dobro jednostki jako dobro ogółu. Ustrój wynikający z tej wiedzy zasługuje już na nazwę demokracji normatywnej. Państwowość zbudowana na tym prawie słusznie nosi nazwę państwa prawa, a społeczeństwo, które z tej wiedzy korzysta, możemy wreszcie nazwać społeczeństwem obywatelskim.

Rozmawiał Wojciech Dmochowski

18 kwietnia 2019