W ciągu kilku miesięcy lawinowo wzrosła liczba osób zgłaszających się po ciepły posiłek w Warszawie. „Pojawił się nowy typ osoby w kryzysie: starsza kobieta, emerytka albo blisko emerytury, ale bez pracy” — mówi Lusia Żagałkowicz z punktu pomocy dla osób w kryzysie bezdomności Serce Miasta w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Kolejki po darmowe, ciepłe jedzenie rozdawane pod Dworcem Centralnym w Warszawie są coraz dłuższe. Według doniesień „Gazety Wyborczej” w stolicy gwałtownie rośnie liczba osób w kryzysie bezdomności.
Ludzie bez dachu nad głową zajmują ławki na placu Zbawiciela, śpią w ciągu dnia w altance w Ogrodzie Krasińskich, na trawnikach w parku Świętokrzyskim. Od 15 lat nie widziałem czegoś takiego
— cytuje słowa czytelnika gazeta.
Problem ma dostrzegać Metro Warszawskie, które wiosną 2024 r. ogłosiło przetarg na dostarczenie ławek, na których można wyłącznie siedzieć. To oznacza, że osoby w kryzysie bezdomności nie będą mogły już spać na stacjach metra.
Decyzja o zamontowaniu takich ławek jest po prostu niehumanitarna. Warszawa, dokonując tych zmian, podciera się Kartą Praw Osób w Kryzysie Bezdomności, która została przyjęta jakiś czas temu. Problem nie zniknie, jeśli usunie się go z oczu
— powiedziała Katarzyna Nicewicz z Fundacji Daj Herbatę w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Straż miejska nie jest w stanie określić, ile osób w kryzysie bezdomności przebywa obecnie w Warszawie. Jak ocenił Marcin Jedliński, rzecznik straży miejskiej, nie ma takich statystyk. Z ogólnopolskiego badania liczby osób bezdomnych wynika, że zimą 2023 r. na Mazowszu przebywały 3452 osoby w kryzysie.
Według Lusi Żagałkowicz, prowadzącej punkt pomocy dla osób w kryzysie bezdomności Serce Miasta, bezdomnych w Warszawie w ostatnim czasie rzeczywiście jest więcej. Sądzi jednak, że sytuację mogą pogarszać wakacje, kiedy do stolicy przyjeżdża dużo ludzi w poszukiwaniu pracy.
Ostatnio pojawił się nowy typ osoby w kryzysie: starsza kobieta, emerytka albo blisko emerytury, ale bez pracy. Ma 2 tys. zł na miesiąc, za mieszkanie płaci 1,2 tys. zł, na leki wydaje 500 zł, opłaca prąd i rachunek za telefon. I nie ma już na jedzenie
— ocenia Lusia Żagałkowicz w rozmowie z „Gazetą Wyborczą”.
Źródło: kobieta.onet.pl. Zdjęcie ilustracyjne – fot archiwum.




